Monday, January 5, 2009

Teraz na świat patrze z Londynu

Nazwa blogu jest juz troche nieadekwatna, a to dlatego, ze od trzech miesiecy mieszkam... w Londynie. Po siedmiu latach opuscilem Czechy i odlecialem do innego kraju. Czechy, zwlaszcza Praga i Sokolov, pozostawily jednak niezatarty slad w moim sercu. Przede wszystkim za sprawa wspanialych ludzi, ktorych tam spotkalem. Bylo wspaniale dzielic z nimi zycie i wiare. Wielokrotnie byli dla mnie oparciem, bez ktorego moje zycie nie mialo by takiej wartosci, jaka posiada.
Ludzi wielkiego serca spotkalem takze w mym nowym miejscu zamieszkania. Sa dla mnie otwarci i bardzo zyczliwi. Oczywiscie musze pokonywac wieksza bariere jezykowa i kulturowa, ale wierze, ze krok po kroku, pewnego pieknego dnia te trudnosci przemina.
Za mna pierwsze Boze Narodzenie, po raz pierwszy rowniez bez... Wigilii. Jej substytutem byl dla mnie natomiast swiateczny obiad w dzien Bozego Narodzenia. Spod mych niezrecznych palcow zabrzmiala polska koleda, byla tez msza po polsku a oplatek dotarl poczta. Zyczenia byly miejscowe i zamiejscowe.

Saturday, November 3, 2007

W okolicy 1. listopada

Strasznie sie zaniedbałem ostatnio w uzupełnianiu wiadomości w jez. polskim.
Juz ponad miesiac mineło od mego powrotu do Zachodnich Czech. Ostatnio przezywałem uroczystość Wszystkich Świetych. Troche inaczej niz w Polsce, bo tutaj nie jest to dzień wolny od pracy. To co zasadnicze jednak zostaje. Przezywanie tej uroczystości w wierze.
Do południa odwiedziłem dom opieki społecznej dla starszych osób w miejscowości sasiadujacej ze Sokolovem. Tym razem wyszło tak, ze odwiedziny miałem indywidualne, od pokoju do pokoju. Co osoba to inna historia zyciowa, a kazda interesujaca, ale fizycznie nie byłem w stanie wysłuchać kazdego do końca. Umówiłem sie na nastepne spotkanie o charakterze ogólnym 15. listopada. Po południu msza św. a na niej ludzi troche jakby wiecej niz zwykle. Na szczeście nie wszyscy zyja Halloween, okazuje sie, ze i świeci katoliccy maja znaczenie dla niektórych.
Wieczorem atmosfere polskich cmentarzy mi przypomniała rozpalona świeczka. Wspomnienie tych, którzy odeszli, a bez których moje zycie byłoby inne. Dziadkowie, tata, wujowie, klasowa kolezanka Ala, inni... Niech światło wieczne im świeci.

Tuesday, September 18, 2007

Przeprowadzka

Po dwóch latach spedzonych w Pradze odjechałem do Zachodnich Czech. Miejsce nie jest dla mnie tajemnicze, przezyłem tu pierwsze cztery lata mego pobytu u naszych południowych sasiadów. Po prostu: zmieniło mi sie miejsce pracy, no i przybyło troche wiecej odpowiedzialnosci.
Ten sam dom, te same ulice, to samo miejsce pracy. Nawet ludzie Ci sami, choć sprawiaja wrazenie jakby odzyskali we mnie stracony "skarb". A ja wciaz chyba jestem ten sam.
Musze sie jednak poprawić: przeciez jednak pare nowych twarzy zobaczyłem, ale to mnie tylko cieszy.
Zaczeło sie z małym pechem. W mym domu wysiadł piec, który słuzy do ogrzewania centralnego i ciepłej wody w kranie. Mam nadzieje, ze sie to szybko da naprawić.
Z drugiej strony jednak, drugiego dnia po przyjeździe udałem sie na pielgrzymke autokarowa do klasztoru Teplá. Pobyt tam umocnił mnie na duchu.

Sunday, August 12, 2007

Wakacje nie sa sezonem ogórkowym

Strasznie długo juz nie pisałem. Po cześci, jak to bywa moge sie wykrecić obowiazkami: od połowy czerwca do połowy lipca chodziłem na kurs jezyka angielskiego. Prowadziły go Siostry Franciszkanki od Wieczystej Adoracji z La Crosse, Wisconsin. Z jednej strony wysiłek, ale z drugiej przyjemne z uzytecznym. W koncu czerwca miałem tez podróz słuzbowa i to trwajaca cały tydzień. A potem zaczeły sie wakacje, ale dla mnie to konieczność zastepstwa siły roboczej, która wraz z pierwszym lipcem ubyła. No cóz nie było łatwo, ale tragicznie tez nie. Po 15. lipca najpierw odwiedziny z Polski a potem z Moraw, wiec było troche zajecia z gośćmi.
Ale za to 31.07 o 21:00 odstartowałem swój urlop. Rozpoczałem swa wymarzona podróz do Siedmiogrodu. Zdjecia stamtad mozna sobie poogladać tu.

Thursday, June 7, 2007

Boze Ciało bez procesji?

W Czechach uroczystość Bozego Ciała nie jest dniem wolnym od pracy. Moze dlatego, w niektórych parafiach, w zwiazku z wiekszym udziałem wiernych, jej obchody przenosi sie na najblizsza po Bozym Ciele niedziele. Tak było w poprzedniej parafii, w której mieszkałem. Zwyczaj procesji, który w Polsce nadaje temu świetu tak niezwykły charakter, był znany w Czechach w dwudziestoleciu miedzywojennym i wcześniej, ale został wypleniony doszczetnie przez komunistów, kiedy oni niepodzielnie sprawowali władze.
Po zmianach ustrojowych w latach 90-tych XX. wieku zwyczaj z wolna zaczał sie odradzać. I dlatego dziś tu i tam procesje mozna spotkać. Od kilku lat jest takze procesja eucharystyczna z praskiej katedry na Strahov (kościół i klasztor Norbertanów).
W Zachodnich Czechach w parafii, gdzie kilka lat mieszkałem, procesja miała jeden ołtarz na rynku i trzy wewnatrz duzego kościoła parafialnego. W sam dzień Bozego Ciała odbywała sie wieczorem w jednym z miasteczek dla całego dekanatu z licznym udziałem wiernych. Dla ludzi wierzacych (w tym dla mej osoby) bez watpienia było to wydarzenie duzego formatu, które napewno było umocnieniem dla ich wiary. W obecnej, mej praskiej parafii procesji nie ma. Jest za to adoracja eucharystyczna pod koniec mszy św. W ten sposób ludzie czcza dar, jaki Kościołowi pozostawił jego Załozyciel.

O watku czeskim w ustanowieniu świeta Ciała i Krwi Pańskiej mozesz przeczytać tutaj.

Monday, June 4, 2007

Tydzień w Polsce

23. 05. 2007 wieczorem wyjechałem na tydzień do Polski. Moja pierwsza przystania była urocza Kudowa Zdrój, lezaca tylko 6 km za czeska granica. Właściwie moja podróz ograniczyła sie do Dolnego Ślaska i wiekszość pobytu przypadała na jego stolice. Wrocław to coraz piekniejsze i bardzo dynamicznie rozwijajace sie miasto. Nowe, imponujace budynki takie, jak Galeria Grunwaldzka, gmach Biblioteki uniwersyteckiej czy Uniwersytetu Przyrodniczego to tylko próbka, która dane mi było zobaczyć. Poza tym modernizowane ciagi komunikacyjne: wszystko to naprawde robi wrazenie. Brakowało mi tylko zapowiadania przystanków w komunikacji publicznej, do którego przywykłem w Pradze i zegarów w miejscach publicznych, na które sie nie szczedzi w stolicy Czech.
Mój pobyt na Dolnym Ślasku miał zasadniczo charakter słuzbowy. Moim zadaniem było tłumaczenie konferencji i spotkań z jezyka angielskiego na polski i odwrotnie. Niestety, w trakcie tej pracy odkryłem ograniczoność swych mozliwości. Czasami brakowało mi dostatecznej znajomości jezyka angielskiego, która jednak nadrabiałem umiejetnościa wysłowienia sie w jezyku polskim i to nawet bez bohemizmów coraz bardziej wkraczajacych do mego codziennego słownictwa. Przyznam sie tez, ze raz jednak nie wytrzymałem napiecia psychicznego zwiazanego z nieustanna koncentracja umysłowa w tym przedsiewzieciu i musiałem sie na kilka godzin wyłaczyć z pracy.
Dolny Ślask oprócz piekna jego stolicy, zachwycił mnie tez bujnościa i soczystościa zieleni, jaka mogłem podziwiać przemierzajac drogi.

Friday, May 18, 2007

O cierpieniu i muzyce

Do napisania tego postu zainspirował mnie zasłyszany na falach eteru felieton Pavla Jajtnera, który zyjac wiele lat za granica wspominał na swa ojczyzne, która mu przypomina muzyka Antonina Dvořáka.
Najpierw jednak pare słów z mego zycia: W drugiej połowie kwietnia spadły na mnie pewne problemy zdrowotne. Po jednej nieprzespanej z bólu nocy udałem sie do lekarza. Pan doktor był bardzo zyczliwy i po wywiadzie lekarskim skierował mnie na bardziej szczegółowe badania do laboratorium i na sonograf. Na szczeście ich rezultat był dla mnie pomyślny i wystarczy sie ograniczyć do zaleconej prewencji. Zastanawiałem sie, czy mam o tym pisać, bo cierpienie, choroba nie kojarzy sie na ogół z piekniejsza strona zycia, jak brzmi podtytuł tego blogu. Z doświadczenia zyciowego i pracy w szpitalu wiem jednak, ze cierpienie moze wyzwolić takie pokłady piekna, których ani sobie nie uświadamiamy...
Poczatek maja był dla mnie platanina świat i pracy. Wolniejsze były 1 i 8 maja, ale inne dni wymgały ode mnie pewnego wysiłku. Przekonałem sie na własnej skórze, ze nie umiem dobrze zorganizować swego czasu i czasem sie troche szamotam. Musiałem stawić czoła pewnym wyzwaniom, które były dla mnie dość wymagajace.
Uspokojenie przynosiła mi muzyka. Odkryłem ballade młodej bośniackiej piosenkarki: Mariji Šestić - Rijeka bez imena czy przesłany mi przez pewna osobe z Polski plik ze słowacka piosenka Zuzany Samatanovej - Nekračaj predo mnou.
A teraz nawiaze wprost do pierwszego zdania tego postu. Tak jak dla Pavla Jajtnera z kazdej nuty dzieł Dvořáka przebija wyśniona ziemia czeska, tak dla mnie, z kazdej nuty Chopina przebija to, za czym skrycie tesknie a co jest tak silnie ze mna zwiazane. Moze właśnie dlatego przed kilku laty pojechałem na kilka godzin do Mariańskich Lazni, które spedziłem na wysłuchiwaniu mazurków Chopina w domu, w którym mieszkał podczas swej kuracji nasz wielki kompozytor. Chyba czasem, zeby odkryć wartość pewnych rzeczy (nie tylko materialnych), człowiek musi je utracić...