Saturday, November 3, 2007

W okolicy 1. listopada

Strasznie sie zaniedbałem ostatnio w uzupełnianiu wiadomości w jez. polskim.
Juz ponad miesiac mineło od mego powrotu do Zachodnich Czech. Ostatnio przezywałem uroczystość Wszystkich Świetych. Troche inaczej niz w Polsce, bo tutaj nie jest to dzień wolny od pracy. To co zasadnicze jednak zostaje. Przezywanie tej uroczystości w wierze.
Do południa odwiedziłem dom opieki społecznej dla starszych osób w miejscowości sasiadujacej ze Sokolovem. Tym razem wyszło tak, ze odwiedziny miałem indywidualne, od pokoju do pokoju. Co osoba to inna historia zyciowa, a kazda interesujaca, ale fizycznie nie byłem w stanie wysłuchać kazdego do końca. Umówiłem sie na nastepne spotkanie o charakterze ogólnym 15. listopada. Po południu msza św. a na niej ludzi troche jakby wiecej niz zwykle. Na szczeście nie wszyscy zyja Halloween, okazuje sie, ze i świeci katoliccy maja znaczenie dla niektórych.
Wieczorem atmosfere polskich cmentarzy mi przypomniała rozpalona świeczka. Wspomnienie tych, którzy odeszli, a bez których moje zycie byłoby inne. Dziadkowie, tata, wujowie, klasowa kolezanka Ala, inni... Niech światło wieczne im świeci.

Tuesday, September 18, 2007

Przeprowadzka

Po dwóch latach spedzonych w Pradze odjechałem do Zachodnich Czech. Miejsce nie jest dla mnie tajemnicze, przezyłem tu pierwsze cztery lata mego pobytu u naszych południowych sasiadów. Po prostu: zmieniło mi sie miejsce pracy, no i przybyło troche wiecej odpowiedzialnosci.
Ten sam dom, te same ulice, to samo miejsce pracy. Nawet ludzie Ci sami, choć sprawiaja wrazenie jakby odzyskali we mnie stracony "skarb". A ja wciaz chyba jestem ten sam.
Musze sie jednak poprawić: przeciez jednak pare nowych twarzy zobaczyłem, ale to mnie tylko cieszy.
Zaczeło sie z małym pechem. W mym domu wysiadł piec, który słuzy do ogrzewania centralnego i ciepłej wody w kranie. Mam nadzieje, ze sie to szybko da naprawić.
Z drugiej strony jednak, drugiego dnia po przyjeździe udałem sie na pielgrzymke autokarowa do klasztoru Teplá. Pobyt tam umocnił mnie na duchu.

Sunday, August 12, 2007

Wakacje nie sa sezonem ogórkowym

Strasznie długo juz nie pisałem. Po cześci, jak to bywa moge sie wykrecić obowiazkami: od połowy czerwca do połowy lipca chodziłem na kurs jezyka angielskiego. Prowadziły go Siostry Franciszkanki od Wieczystej Adoracji z La Crosse, Wisconsin. Z jednej strony wysiłek, ale z drugiej przyjemne z uzytecznym. W koncu czerwca miałem tez podróz słuzbowa i to trwajaca cały tydzień. A potem zaczeły sie wakacje, ale dla mnie to konieczność zastepstwa siły roboczej, która wraz z pierwszym lipcem ubyła. No cóz nie było łatwo, ale tragicznie tez nie. Po 15. lipca najpierw odwiedziny z Polski a potem z Moraw, wiec było troche zajecia z gośćmi.
Ale za to 31.07 o 21:00 odstartowałem swój urlop. Rozpoczałem swa wymarzona podróz do Siedmiogrodu. Zdjecia stamtad mozna sobie poogladać tu.

Thursday, June 7, 2007

Boze Ciało bez procesji?

W Czechach uroczystość Bozego Ciała nie jest dniem wolnym od pracy. Moze dlatego, w niektórych parafiach, w zwiazku z wiekszym udziałem wiernych, jej obchody przenosi sie na najblizsza po Bozym Ciele niedziele. Tak było w poprzedniej parafii, w której mieszkałem. Zwyczaj procesji, który w Polsce nadaje temu świetu tak niezwykły charakter, był znany w Czechach w dwudziestoleciu miedzywojennym i wcześniej, ale został wypleniony doszczetnie przez komunistów, kiedy oni niepodzielnie sprawowali władze.
Po zmianach ustrojowych w latach 90-tych XX. wieku zwyczaj z wolna zaczał sie odradzać. I dlatego dziś tu i tam procesje mozna spotkać. Od kilku lat jest takze procesja eucharystyczna z praskiej katedry na Strahov (kościół i klasztor Norbertanów).
W Zachodnich Czechach w parafii, gdzie kilka lat mieszkałem, procesja miała jeden ołtarz na rynku i trzy wewnatrz duzego kościoła parafialnego. W sam dzień Bozego Ciała odbywała sie wieczorem w jednym z miasteczek dla całego dekanatu z licznym udziałem wiernych. Dla ludzi wierzacych (w tym dla mej osoby) bez watpienia było to wydarzenie duzego formatu, które napewno było umocnieniem dla ich wiary. W obecnej, mej praskiej parafii procesji nie ma. Jest za to adoracja eucharystyczna pod koniec mszy św. W ten sposób ludzie czcza dar, jaki Kościołowi pozostawił jego Załozyciel.

O watku czeskim w ustanowieniu świeta Ciała i Krwi Pańskiej mozesz przeczytać tutaj.

Monday, June 4, 2007

Tydzień w Polsce

23. 05. 2007 wieczorem wyjechałem na tydzień do Polski. Moja pierwsza przystania była urocza Kudowa Zdrój, lezaca tylko 6 km za czeska granica. Właściwie moja podróz ograniczyła sie do Dolnego Ślaska i wiekszość pobytu przypadała na jego stolice. Wrocław to coraz piekniejsze i bardzo dynamicznie rozwijajace sie miasto. Nowe, imponujace budynki takie, jak Galeria Grunwaldzka, gmach Biblioteki uniwersyteckiej czy Uniwersytetu Przyrodniczego to tylko próbka, która dane mi było zobaczyć. Poza tym modernizowane ciagi komunikacyjne: wszystko to naprawde robi wrazenie. Brakowało mi tylko zapowiadania przystanków w komunikacji publicznej, do którego przywykłem w Pradze i zegarów w miejscach publicznych, na które sie nie szczedzi w stolicy Czech.
Mój pobyt na Dolnym Ślasku miał zasadniczo charakter słuzbowy. Moim zadaniem było tłumaczenie konferencji i spotkań z jezyka angielskiego na polski i odwrotnie. Niestety, w trakcie tej pracy odkryłem ograniczoność swych mozliwości. Czasami brakowało mi dostatecznej znajomości jezyka angielskiego, która jednak nadrabiałem umiejetnościa wysłowienia sie w jezyku polskim i to nawet bez bohemizmów coraz bardziej wkraczajacych do mego codziennego słownictwa. Przyznam sie tez, ze raz jednak nie wytrzymałem napiecia psychicznego zwiazanego z nieustanna koncentracja umysłowa w tym przedsiewzieciu i musiałem sie na kilka godzin wyłaczyć z pracy.
Dolny Ślask oprócz piekna jego stolicy, zachwycił mnie tez bujnościa i soczystościa zieleni, jaka mogłem podziwiać przemierzajac drogi.

Friday, May 18, 2007

O cierpieniu i muzyce

Do napisania tego postu zainspirował mnie zasłyszany na falach eteru felieton Pavla Jajtnera, który zyjac wiele lat za granica wspominał na swa ojczyzne, która mu przypomina muzyka Antonina Dvořáka.
Najpierw jednak pare słów z mego zycia: W drugiej połowie kwietnia spadły na mnie pewne problemy zdrowotne. Po jednej nieprzespanej z bólu nocy udałem sie do lekarza. Pan doktor był bardzo zyczliwy i po wywiadzie lekarskim skierował mnie na bardziej szczegółowe badania do laboratorium i na sonograf. Na szczeście ich rezultat był dla mnie pomyślny i wystarczy sie ograniczyć do zaleconej prewencji. Zastanawiałem sie, czy mam o tym pisać, bo cierpienie, choroba nie kojarzy sie na ogół z piekniejsza strona zycia, jak brzmi podtytuł tego blogu. Z doświadczenia zyciowego i pracy w szpitalu wiem jednak, ze cierpienie moze wyzwolić takie pokłady piekna, których ani sobie nie uświadamiamy...
Poczatek maja był dla mnie platanina świat i pracy. Wolniejsze były 1 i 8 maja, ale inne dni wymgały ode mnie pewnego wysiłku. Przekonałem sie na własnej skórze, ze nie umiem dobrze zorganizować swego czasu i czasem sie troche szamotam. Musiałem stawić czoła pewnym wyzwaniom, które były dla mnie dość wymagajace.
Uspokojenie przynosiła mi muzyka. Odkryłem ballade młodej bośniackiej piosenkarki: Mariji Šestić - Rijeka bez imena czy przesłany mi przez pewna osobe z Polski plik ze słowacka piosenka Zuzany Samatanovej - Nekračaj predo mnou.
A teraz nawiaze wprost do pierwszego zdania tego postu. Tak jak dla Pavla Jajtnera z kazdej nuty dzieł Dvořáka przebija wyśniona ziemia czeska, tak dla mnie, z kazdej nuty Chopina przebija to, za czym skrycie tesknie a co jest tak silnie ze mna zwiazane. Moze właśnie dlatego przed kilku laty pojechałem na kilka godzin do Mariańskich Lazni, które spedziłem na wysłuchiwaniu mazurków Chopina w domu, w którym mieszkał podczas swej kuracji nasz wielki kompozytor. Chyba czasem, zeby odkryć wartość pewnych rzeczy (nie tylko materialnych), człowiek musi je utracić...

Monday, April 16, 2007

Triduum paschalne, Wielkanoc i urodziny

Na Wielki czwartek miałem okazje uczestniczyć juz przed południem w tzw. mszy krzyzma, pod przewodnictwem kard. M. Vlka, w obecności pozostałych miejscowych biskupów, nuncjusza apostolskiego i ok. 200 ksiezy (róznej narodowości. Oprócz Czechów, Słowaków i Polaków, takze np: Meksykanina, Włochów i Bóg wie, kogo jeszcze). Na odnotowanie zasługuje fakt, ze kardynał we mszy skierował słowa podziekowania takze pod adresem polskich ksiezy, "którzy opuścili swa ojczyzne, by słuzyć Kościołowi w Czechach". Oprócz tego poruszył mnie podczas tej mszy w jak najlepszym znaczeniu dźwiek ...trabki, który zabrzmiał podczas niektórych utworów wykonywanych w czasie liturgii. W czasie tej mszy były poświecone oleje chorych, katechumenów i krzyzma, uzywane w posłudze Kościoła i miała miejsce odnowa przyczeczeń kapłańskich odnośnie do wierności Chrystusowi i Kościołowi oraz słuzbie mu.
Wieczorem, w parafii byłem na mszy św. na pamiatke Ostatniej Wieczerzy. Podniosły charakter mszy podkreślił obrzed umywania nóg (4 starsi ministranci i dwóch mezczyzn spośród uczestników liturgii). Po mszy, Najśw. Sakrament był przeniesiony do ciemnicy, która w Czechach sie nazywa Getsemanská zahrada (zahrada - ogród). Cicha adoracja trwała do 22:00 i zakonczyła sie błogosławienstwem Najśw. Sakramentu.
Na Wielki Piatek wieczorem uczestniczyłem w Liturgii Wielkiego Piatku w kościele św. Wacława. Jakoś tak nie do końca jeszcze wewnetrznie sie inkulturowałem do miejscowego sposobu adoracji krzyza. Wierni podchodza dwójkami przed krzyz i przyklekaja przed nim lub tylko kłaniaja sie. Zadnego dotkniecia krzyza czy tym bardziej ucałowania. Napewno higieniczniej i sprawniej, ale czy tylko higiena badź sprawnościa sie rzadzimy w tej kwestii?
Na Wielka Sobote była msza św. wigilii Zmartwychwstania Pańskiego od 20:00 w kościele św. Macieja. Liturgia trwała do ok. 22:10, a nie było chrztów. Czytało sie za to wszystkich osiem czytań i ewangelie oczywiście. Na poczatku liturgii były problemy z ogniem. Troche go wiatr gasił. Duze było zaangazowanie ludzi świeckich w liturgie: czytali, śpiewali, odnawiali chrzcielne przyrzeczenia ze świeca w reku... Po obrzedach mała agapa na plebanii, gdzie mi tez złozono zyczenia urodzinowe.
Na pierwszy dzień świat byłem z domownikami na proszonym obiedzie u jednej rodziny. Podano tradycyjna czeska nádivke. Nádivka to coś w rodzaju pizzy lub zapiekanki. Na blasze piecze sie w formie placka drozdzowego, mase z białego pieczywa (bułki lub rogaliki) z kawałkami miesa i ....pokrzyw. Wieczorem jedliśmy w domu na kolacji świeconke, która w Czechach świeci sie nie w sobote ale w wielkanocna niedziele rano. W Pradze świeconka jest mało znana i praktykowana. U nas w parafii na mszy świeciło sie trzy czy cztery koszyki.
Jeszcze przed świetami dostaliśmy od dobrych ludzi tzw. mazance. Mazanec to wielkanocne ciasto w Czechach, w niektórych regionach zwane tez bochánek. Chodzi po prostu o placek drozdzowy z rodzynkami, ale uformowany w kształcie małego okragłego chlebka o średnicy 15 - 25 cm.
Poniedziałek Wielkanocny przebiega w Czechach pod znakiem pomlázki, czyli zwyczaju, zgodnie z którym chłopcy i mezczyźni maja obowiazek wysmagać niewiasty wszelkich wiekowych kategorii oryginalnie splecionymi witkami, przyozdobionymi na wierzchołku kolorowymi wstazkami (Zob. tutaj). W kazdym badź razie owocem tego zwyczaju w mym zyciu było zebranie kilkunastu jajek prawdziwych i czekoladowych. Po południu miałem odwiedziny. Przyszło mnie odwiedzić z szóstka swych dzieci znajome małzeństwo. Dla nich był to tez spacer po tych górach i dolinach w mej okolicy. Dla mnie ich odwiedziny były b. sympatyczne, ale jak mozna sobie wyobrazić szóstka dzieci zrobiła małe zamieszanie.

Friday, March 23, 2007

Wiosenny atak zimy i podróz na zachód



Kalendarzowa wiosna zawitała do nas jak zwykle tego samego dnia. Nic jednak nie wskazywało, ze jest ona u nas obecna faktycznie. Po łagodnej zimie, przyrodnicza wiosna pojawiła sie juz przed miesiacem i dziś po pierwszych kwiatkach nie ma juz śladu, wiedna tez krokusy, a kwitna białym lub rózowym kwieciem jakieś krzewy czy drzewa, m.in. zółte forsycje, no i tulipany juz nie moga wytrzymać pod ziemia, a jakieś wcześniejsze odmiany pokazały juz nawet swe kolory.
Pierwszy dzień wiosny jednak był zimny. Popadywał jakiś deszcz ze śniegiem, ale biel sie nie ostała ani na chwile w miejscach gdzie staneła moja noga. Inaczej było w innych cześciach naszej republiki: na autostradzie (głównej arterii kraju) Praga - Brno kolumny aut, blokowane wypadkami, zwały śniegu na terenach wyzej połozonych i obsługa ruchu turystycznego w górach zacierajaca rece, ze jeszcze troche zarobi na narciarzach...Na marginesie czeska nazwa wiosny brzmi jaro, wiec chyba z tym pojeciem łatwiej rozsupłać tajemnice tzw. zbóz jarych.

Wiosenny atak zimy dał sie bardziej zauwazyć mym oczom 22. 03. Tego dnia miałem akurat podróz słuzbowa do Pilzna. Odjezdzdałem rankiem, było chłodno i pochmurnie. Gdy ruszył mój autobus, na rowach, za tablica informujaca o zakończeniu strefy miejskiej ujrzałem troche śniegu.

Na szczeście nieprzyjena aure mi zrekompensował wygodny zółty autobus firmy SA. Cena biletu całkiem przystepna jak na dystans ponad 80 km a standard naprawde bardzo dobry. Autobusy tej firmy maja oprócz kierowcy zawsze stewardesse. Gdy wygodnie sie rozsiadłem w fotelu, pani zaczeła roznosić gazety do poczytania do wyboru: lewicowe Právo (wyrosłe z komunistycznego Rudé Právo; nasuwa sie analogia do Trybuny ludu, która po transformacji ustrojowej stała sie Trybuna), jedna gazete bulwarowa, ekonomiczna i lekko lewicujaca. Z braku laku, wybrałem ta ostatnia. Doświadczenie mnie jednak nauczyło, ze darmowych gazet nie warto brać do domu, wiec ja zostawiłem na odchodnym w autobusie. Potem pani roznosiła słuchawki, przy pomocy których mozna było posłuchać kilku gatunków muzyki lub słowa mówionego, wzglednie nastawić sobie dźwiek filmu, jaki był prezentowany na monitorach. Tego jednak nie było dość, pani roznosiła tez ciepłe napoje gratis a chłodne a nawet coś na zab, jak ktoś dopłacił. Sielanka mineła po godzinie jazdy autostrada (w przeciwieństwie do Polski, w Czechach jest autostrada wschód - zachód, od granicy ze Słowacja do granicy z Niemcami), wraz z pojawieniem sie budynków zwiastujacych miasto Pilzno. Z przyjemności podrózowania, dość skutecznie mnie wyrwał elektroniczny termometr u wjazdu na dworzec autobusowy w Pilźnie, który ukazywał zaledwie 3 stopnie powyzej zera. Dotarłem jednak do miasta, które chlubi sie tym, ze na koniec II wojny światowej zostało oswobodzone przez armie amerykańska a nie Armie Czerwona.

Saturday, March 10, 2007

8 marca i ortodoksyjni Zydzi

Pompatyczne obchody Dnia kobiet z minionej epoki sa juz przeszłościa , ale... kwiaciarnia, obok której przechodziłem była widocznie oblegana przez panów w wieku 20-40 lat a i na ulicy spotkałem jakieś młodsze damy z kwiatkiem. Gwoździem dnia jednak był dla mnie 8 marca widok na ulicy w Pradze grupy... ortodoksyjnych Zydów. 6-8 chłopa w wieku 20 - 60 lat w czarnych płaszczach, takiegoz koloru spodniach, białych koszulach i kapeluszach badź futrzanych czapkach z pejsami jak z przedwojennego Lublina lub spod ściany płaczu w Jerozolimie, przypominajacych tzw. rury na głowach dziewczat, które razem ze mna szły do pierwszej komunii. Dzień był pochmurny i deszczowy, choć poprzedzajacy go i nastepny po nim zachecał do sycenia sie piekna słoneczna wiosna. W rece jednego zauwazyłem plastykowa butelke z napisem pitná voda (wiec chyba nie była kosher) a inny... robił zdjecia praskiej ulicy całkiem niezłym aparatem cyfrowym. A ja myślałem, ze oni sa w opozycji do jakiejkolwiek techniki. Widok zachwycajacy; załuje, ze nie miałem swego fotoaparatu. To juz po drugie mi sie przytrafiło, wcześniej było kiedyś na sławnym Vaclavskim naměsti. Nawiasem mówiac Praga ma urzekajaca dzielnice zydowska ze starodawnym kirkutem, ale dawno juz tam nie byłem, z braku okazji.

Monday, February 26, 2007

Popielec i "ekologiczny post"


Środa ubiegłego tygodnia rozpoczeła okres Wielkiego Postu. Tego dnia dało sie zauwazyć w kościele liczniejszy udział wiernych. To pozytywne, w społeczeństwie zdominowanym przez ludzi dalece zsekularyzowanych. W przeciwieństwie do pasterki, na której kościoły w Czechach pekaja w szwach, tych, którzy przyszli na Popielec przywiodła wiara (mniejsza lub wieksza) a nie tradycja spowita bajkowa atmosfera. W przeciwieństwie do Polski popiołu nie sypie sie na głowy wiernych, ale jego szczypta w formie krzyzyka znaczy sie czoła uczestników mszy św.

Tego dnia takze z radia dowiedziałem sie o... poście ekologicznym. Troche mnie to zadziwiło (bo usłyszałem o tym po raz pierwszy w zyciu), jednak po pewnej refleksji musze przyznać, ze ma to sens. Chodzi, najkrócej mówiac, o rezygnacje z uzywania samochodu w okresie Wielkiego Postu. Nic nie ujmujac odmawianiu sobie w jedzeniu (zwłaszcza miesa), dziś dla wielu chyba wieksza i czytelniejsza ofiara moze być rezygnacja z ogladania TV, wielogodzinnego korzystania z komputera (internetu) czy wygody jazdy autem.

A co z moim poszczeniem? Hmm... Zdaje sie, ze wielu sytuacji dostarcza mi zycie, kiedy po cichu niose swe dodatkowe obowiazki, które wkładaja na mnie inni nie zdajac sobie z tego sprawy. Mało? Być moze. Bóg to wie...


Monday, February 19, 2007

O kulinarnych sekretach i św. Mikołaju

Wczoraj był bardzo piekny słoneczny dzień. Nie było obiadu w naszym domu, ale nie pozostałem o głodzie. Zostałem bowiem zaproszony do państwa Z. Choć nie było to zamierzone, znalazłem sie tam sam z naszego domu. Obiad jednak przebiegał w szerszym gronie wielopokoloniowej rodziny i młodego małzeństwa z sasiedztwa. Menu bardzo smaczne a zarazem tradycyjne. Na pierwsze danie rosół, podawany tutaj z kawałkami zbitej kaszki manny i drobiowego miesa. Na drugie danie: ziemniaki i bitka drobiowa, otoczona zółtym serem, fantazyjnie ozdobiona przez gospodynie połówka brzoskwini. Niektórzy uczestnicy obiadu sie śmiali, ze wyglada to jak strusie jajo. Do picia wiekszość wybrała czerwone, troche mussujace wino. Ja piłem pierwszy raz, ale wcale nie załuje. Mozna tez było bardziej tradycyjnie, bo zaproponowano piwo czy wode mineralna. Po obiedzie podano domowej roboty paczki (o połowe mniejsze niz te, które znam z Polski) i babke a do tego – kto chciał – kawe czy herbate (o wiele cześciej niz w Polsce podaje sie tu herbate owocowa).
Obiadowi i deserowi towarzyszyła bardzo przyjemna rozmowa, w której czesto odwoływaliśmy sie do przeszłości i pewnych osobistych doświadczeń. Moi czescy rozmówcy byli troszke zdziwieni, ze w Polsce trudno spotkać...św. Mikołaja. I mieli racje. Tutaj wieczorem 5. grudnia po ulicach wedruje św. Mikołaj w towarzystwie anioła i czarta roznoszac prezenty, grzeczne dzieci urzekajac czarem dobrego anioła a te gorsze straszac wizja, jaka jest zwiazana z reprezentantem piekieł. Mikołaj przy tym jest ubrany jak na biskupa przystało: w biała albe, wierzchnia szate, ma mitre i pastorał. Wyprawia troche o swym zyciu, czasami przepytuje dzieci z modlitw, a w zamian za prezent oczekuje piosenki lub wierszyka. Polskie „mikołajki” to anonimowe obdarowanie drobnymi upominkami wylosowanych znacznie wcześniej kolegów lub kolezanek w klasie dnia 6. grudnia.