Monday, February 26, 2007

Popielec i "ekologiczny post"


Środa ubiegłego tygodnia rozpoczeła okres Wielkiego Postu. Tego dnia dało sie zauwazyć w kościele liczniejszy udział wiernych. To pozytywne, w społeczeństwie zdominowanym przez ludzi dalece zsekularyzowanych. W przeciwieństwie do pasterki, na której kościoły w Czechach pekaja w szwach, tych, którzy przyszli na Popielec przywiodła wiara (mniejsza lub wieksza) a nie tradycja spowita bajkowa atmosfera. W przeciwieństwie do Polski popiołu nie sypie sie na głowy wiernych, ale jego szczypta w formie krzyzyka znaczy sie czoła uczestników mszy św.

Tego dnia takze z radia dowiedziałem sie o... poście ekologicznym. Troche mnie to zadziwiło (bo usłyszałem o tym po raz pierwszy w zyciu), jednak po pewnej refleksji musze przyznać, ze ma to sens. Chodzi, najkrócej mówiac, o rezygnacje z uzywania samochodu w okresie Wielkiego Postu. Nic nie ujmujac odmawianiu sobie w jedzeniu (zwłaszcza miesa), dziś dla wielu chyba wieksza i czytelniejsza ofiara moze być rezygnacja z ogladania TV, wielogodzinnego korzystania z komputera (internetu) czy wygody jazdy autem.

A co z moim poszczeniem? Hmm... Zdaje sie, ze wielu sytuacji dostarcza mi zycie, kiedy po cichu niose swe dodatkowe obowiazki, które wkładaja na mnie inni nie zdajac sobie z tego sprawy. Mało? Być moze. Bóg to wie...


Monday, February 19, 2007

O kulinarnych sekretach i św. Mikołaju

Wczoraj był bardzo piekny słoneczny dzień. Nie było obiadu w naszym domu, ale nie pozostałem o głodzie. Zostałem bowiem zaproszony do państwa Z. Choć nie było to zamierzone, znalazłem sie tam sam z naszego domu. Obiad jednak przebiegał w szerszym gronie wielopokoloniowej rodziny i młodego małzeństwa z sasiedztwa. Menu bardzo smaczne a zarazem tradycyjne. Na pierwsze danie rosół, podawany tutaj z kawałkami zbitej kaszki manny i drobiowego miesa. Na drugie danie: ziemniaki i bitka drobiowa, otoczona zółtym serem, fantazyjnie ozdobiona przez gospodynie połówka brzoskwini. Niektórzy uczestnicy obiadu sie śmiali, ze wyglada to jak strusie jajo. Do picia wiekszość wybrała czerwone, troche mussujace wino. Ja piłem pierwszy raz, ale wcale nie załuje. Mozna tez było bardziej tradycyjnie, bo zaproponowano piwo czy wode mineralna. Po obiedzie podano domowej roboty paczki (o połowe mniejsze niz te, które znam z Polski) i babke a do tego – kto chciał – kawe czy herbate (o wiele cześciej niz w Polsce podaje sie tu herbate owocowa).
Obiadowi i deserowi towarzyszyła bardzo przyjemna rozmowa, w której czesto odwoływaliśmy sie do przeszłości i pewnych osobistych doświadczeń. Moi czescy rozmówcy byli troszke zdziwieni, ze w Polsce trudno spotkać...św. Mikołaja. I mieli racje. Tutaj wieczorem 5. grudnia po ulicach wedruje św. Mikołaj w towarzystwie anioła i czarta roznoszac prezenty, grzeczne dzieci urzekajac czarem dobrego anioła a te gorsze straszac wizja, jaka jest zwiazana z reprezentantem piekieł. Mikołaj przy tym jest ubrany jak na biskupa przystało: w biała albe, wierzchnia szate, ma mitre i pastorał. Wyprawia troche o swym zyciu, czasami przepytuje dzieci z modlitw, a w zamian za prezent oczekuje piosenki lub wierszyka. Polskie „mikołajki” to anonimowe obdarowanie drobnymi upominkami wylosowanych znacznie wcześniej kolegów lub kolezanek w klasie dnia 6. grudnia.