
Środa ubiegłego tygodnia rozpoczeła okres Wielkiego Postu. Tego dnia dało sie zauwazyć w kościele liczniejszy udział wiernych. To pozytywne, w społeczeństwie zdominowanym przez ludzi dalece zsekularyzowanych. W przeciwieństwie do pasterki, na której kościoły w Czechach pekaja w szwach, tych, którzy przyszli na Popielec przywiodła wiara (mniejsza lub wieksza) a nie tradycja spowita bajkowa atmosfera. W przeciwieństwie do Polski popiołu nie sypie sie na głowy wiernych, ale jego szczypta w formie krzyzyka znaczy sie czoła uczestników mszy św.
Tego dnia takze z radia dowiedziałem sie o... poście ekologicznym. Troche mnie to zadziwiło (bo usłyszałem o tym po raz pierwszy w zyciu), jednak po pewnej refleksji musze przyznać, ze ma to sens. Chodzi, najkrócej mówiac, o rezygnacje z uzywania samochodu w okresie Wielkiego Postu. Nic nie ujmujac odmawianiu sobie w jedzeniu (zwłaszcza miesa), dziś dla wielu chyba wieksza i czytelniejsza ofiara moze być rezygnacja z ogladania TV, wielogodzinnego korzystania z komputera (internetu) czy wygody jazdy autem.
A co z moim poszczeniem? Hmm... Zdaje sie, ze wielu sytuacji dostarcza mi zycie, kiedy po cichu niose swe dodatkowe obowiazki, które wkładaja na mnie inni nie zdajac sobie z tego sprawy. Mało? Być moze. Bóg to wie...